Alkoholizm jako problem społeczny. Element kulturowy.

Alkoholizm jako problem społeczny. Element kulturowy – opisany przez badaczy w latach 50 i 60 ubiegłego wieku – porównajcie sami, co sie zmieniło od tego czasu a co pozostało bez zmian. Przyjemnej lektury – ADMIN

Badania przeprowadzane nad pierwotnymi kulturami rzucają światło na zwyczaje picia w krajach zachodnich. Antropologowie stwierdzali często, że łatwiej jest wyciągać wnioski na podstawie badań kultur prymitywnych niż kultur bardziej rozwiniętych i że wnioski te mogą okazać się słuszne w odniesieniu do bardziej zróżnicowanych systemów społecznych. Tylko tam rozprzestrzenia się alkoholizm, gdzie obyczaje kulturowe sprzyjają piciu. W przypadku trudności osobistych danego osobnika, okoliczności społeczne zadecydują czy będzie on sobie z tymi trudnościami radził bez uciekania się do alkoholu, czy zacznie nadmiernie pić. Warunki kulturowe sprzyjające rozwojowi alkoholizmu zakładają oczywiście dostępność alkoholu. Ale to sarno jeszcze nie wystarcza. Z socjologicznego punktu widzenia, można każdego uważać za potencjonalnego alkoholika, np. zgodnie z poglądem, że uciekanie się do alkoholu nie jest niczym innym, jak tylko sposobem łagodzenia napięcia, a napięcie psychiczne jest zjawiskiem powszechnym. W pierwotnych kulturach, gdzie nie istnieje znajomość słowa pisanego, każdy zajmuje określoną pozycję, której znaczenie i powaga uznawane są przez daną społeczność.

W społeczeństwach zachodnich jednostka nadużywająca alkoholu pije przeciwko swej społeczności. Nadmierne picie staje się niemal gestem buntu. Tak więc, mamy sprzyjające warunki i odpowiednią okazję dla niektórych ludzi, by stać się alkoholikami. Społeczeństwa różnych narodów Zachodu organizowały się w rozmaity sposób i dlatego wzorce picia, a zwłaszcza nadmiernego, różnią się w rozmaitych krajach między sobą. Klimat, geografia, stosunki ekonomiczne, miejscowe obyczaje — wszystko to wpływa na kształtowanie się narodowego sposobu picia. Kontrast między włoskim a francuskim sposobem picia wykazuje doskonale, że różnice postaw społecznych grają bardzo ważną rolę w determinowaniu rozmiarów alkoholizmu. We Francji stały dochód trzeciej części okręgów wyborczych pochodzi całkowicie, bądź częściowo z produkcji i sprzedaży napojów alkoholowych. Utrzymanie mieszkańców tych okręgów zależy więc całkowicie lub częściowo od przemysłu winnego i spirytusowego. W dosłownym zatem sensie, są oni utrzymywani przez alkohol. Jest więc przeto rzeczą zrozumiałą, że w odpowiedzi na specjalną ankietę, cztery piąte ludności Francji podało, iż „wino sprzyja zdrowiu człowieka”, a jedna czwarta utrzymywała, że „jest dla zdrowia niezbędne” . Wielu Francuzów spożywa regularnie duże ilości alkoholu, nie uważają oni przy tym, że piją za wiele, ani że nadużywają alkoholu. Francuzi, którym zadawano pytanie, ile wina dziennie może wypić robotnik „bez żadnej szkody”, podawali w odpowiedziach przeciętną około 2 litrów. Wszyscy, których obejmowała powyższa ankieta, uważali spożycie dużych ilości wina za całkowicie właściwe. Francuscy alkoholicy spożywają wino bez ustanku, w ciągu całego dnia, tak że organizm ich zawiera stale bardzo duże ilości alkoholu. Są oni przewlekle zatruci, chociaż rzadko wykazują znaczniejsze zaburzenia w zachowaniu. Alkoholizm we Francji przejawia się głównie w zdradliwych następstwach fizycznych. Francuzi zapadają bowiem raczej na choroby fizyczne niż umysłowe.

Również we Włoszech produkcja alkoholu odgrywa dużą rolę ekonomiczną. Dziesięć procent uprawnego areału zajmują winnice, a zatem więcej niż we Francji. Dwa miliony ludzi żyje całkowicie bądź częściowo z produkcji lub sprzedaży wina. Należałoby więc oczekiwać, że i we Włoszech można spotkać się z tym samym zjawiskiem przewlekłego picia, co we Francji. Tymczasem tak nie jest. Różnica polega bowiem na tym, że picie w ciągu całego dnia, a szczególnie picie w czasie godzin pracy, nie należy do obyczajów włoskiego społeczeństwa. Co więcej, jest ono potępiane. Mniej niż jedna piąta Włochów pije poza posiłkami, a większość spośród nich jedynie przy rzadkich, specjalnych okazjach. Ponieważ wino jest tu popularnym napojem spożywanym głównie w czasie posiłków w kręgu rodzinnym i ponieważ każdy przejaw pijaństwa spotyka się z dezaprobatą nie istnieje praktyczna możliwość powstania u ludzi psychologicznej czy fizycznej zależności od alkoholu. W konsekwencji alkohol nie stał się problemem dla psychiatrów, czy też lekarzy ogólnych. Różnicę w rozmiarach alkoholizmu obu krajów produkujących wino można zrozumieć jedynie w świetle dwóch odmiennych postaw społecznych wobec nadmiernego picia i pijaństwa.

W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych picie przybiera również odmienną formę. Nie jest ono częste i nie trwa przez cały dzień, nie należy też do zwyczaju spożywanie alkoholu wyłącznie przy posiłkach. Pija się raczej duże ilości stężonych napojów alkoholowych. Przeważa tu piwo i spirytualia, a nie wino, jak w krajach kontynentalnych. Co więcej, aby spowodować nagły wzrost poziomu alkoholu w organizmie — pije się po pracy, bądź też po posiłku wieczornym. Taka metoda picia prowadząca do upicia się jest charakterystyczną cechą nadmiernego anglosaskiego stylu picia. W W. Brytanii uprawnienia sprzedaży napojów alkohlowych na miejscu posiada pięć typów zakładów: hotele, restauracje, bary i zarejestrowane kluby. Inne zakłady lub sklepy — a zwłaszcza w Szkocji i licencjonowani kupcy kolonialni — mają uprawnienia do napojów alkoholowych na wynos. Głównym miejscem picia w Wielkiej Brytanii jest gospoda — pub. W Anglii alkohol podawany jest w przyjemnej atmosferze towarzyskiej gawędy; w wielu pubach jest pianino. Dostępne są też różne gry: tarcze, do których celuje się małymi strzałkami, domino itp. Wiele pubów ma własne zespoły specjalizujące się w celowaniu do tarczy, rywalizujące z zespołami z innych pubów. Większość pubów zezwala na wstęp kobiet. Mężczyzna często tak się przywiązuje do „swego” pubu, że nie łatwo mu pójść gdzie indziej na kufel piwa. Każdy pub posiada zespół stałych bywalców, którzy we własnym towarzystwie czują się jak u siebie w domu. Działalność towarzyska jest stosunkowo niedawnym zjawiskiem w angielskich pubach. Stoły i wygodne krzesła znajdują się na ogół w salonie, który stał się głównym pomieszczeniem. Właściciele tych lokali często organizują publiczne zabawy w piątkowe i sobotnie wieczory. Dawny podział na salon i bar publiczny zanika w wyniku przemyślanej polityki piwowarów (którzy są właścicielami pubów), mającej na celu przyciągnięcie kobiet do tych lokali. Hasło ostatnich ogłoszeń reklamowych brzmi „Spotkajmy się wszyscy w pubie”, a na towarzyszącym temu napisowi ilustracjach zawsze jest równa liczba mężczyzn i kobiet, co ma oznaczać, że pub może i powinien służyć jako miejsce zebrań towarzystw mieszanych. W Szkocji natomiast utrzymuje się dawny styl. Kobiety nie są mile widziane w pubach, niektórym właścicielom pubów udało się je do nich zniechęcić. Wiele pubów w Szkocji jest nadal tylko miejscem wyszynku; klienci – jak się przypuszcza — nie życzą sobie innych rozrywek poza piciem. Niewiele tu zrobiono dla komfortu: wnętrze jest brudne, miejsc do siedzenia mało i niewygodne. Wentylacja jest zła, a urządzenia sanitarne żałosne. Klienci przychodzą napić się alkoholu tylko w męskim towarzystwie. Wpływ warunków zewnętrznych na zachowanie się jednostki i postawę całej grupy determinuje w dużym stopniu powstawanie alkoholizmu. Hamujące wpływy społecznych konwencji ulegają osłabieniu. Patologiczne picie jest częstszym zjawiskiem Szkocji niż w Anglii.

W Stanach Zjednoczonych alkoholizm uważa się słusznie za jeden z bardzo poważnych problemów zdrowia publicznego. Społeczne zaiteresowanie się alkoholizmem jest tam o wiele większe niż w Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony, właśnie w postawach społecznych wobec faktu pica należy upatrywać przyczyny ogromnych rozmiarów tego problemu. Od najwcześniejszych purytańskich czasów, zorganizowana amerykańska opinia publiczna nie mogła pogodzić się z istnieniem alkoholików, oscylowała między surowym potępieniem, a szczerym wobec nich podziwem. W 1919 r. St. Zjednoczone wprowadziły prohibicję. Skutki tego surowego zarządzenia mogą być dyskusyjne, ale nie ulega wątpliwości, że niezdolność do wyegzekwowania go oraz słabnące poparcie społeczeństwa doprowadziły do tego, że ustawa prohibicyjna nie spełniła swego zadania. Równie zdecydowane, chociaż nieco inne postawy społeczne wobec tego zagadnienia doprowadziły w Stanach Zjednoczonych do utworzenia Narodowej Rady do Spraw Alkoholizmu oraz do utworzenia Stowarzyszenia „Anonimowych Alkoholików”.( Kessel, Walton 1967, Lolli, Serianni 1958)

Dzieje pijaństwa w Polsce są tylko częściowo zbieżne z historią zmian technologicznych i sposobów produkowania coraz to silniejszych napojów alkoholowych. Tym co nadawało kształt polskiej kulturze picia była propinacja — instytucja prawna, polegająca na przywileju produkcji i sprzedawania alkoholu. Ślady przywileju propinacyjnego odnajdujemy w dokumentach opisujących początki polskiej państwowości i odrębności politycznej.

Okazuje się, że Bolesław Chrobry, fundując około tysięcznego roku arcybiskupstwo gnieźnieńskie, w trosce o jego podstawy materialne wyposażył je między innymi w dziesięcinę z karczem. Dokument fundujący klasztor w Trzemesznie z 1145 roku przewiduje, że wśród innych własności klasztornych znajdzie się również własność karczem. Niemała to musiała być własność, skoro polski kronikarz Jan Długosz, spisując w 1470 roku tak zwane „Księgi uposażeń” skrzętnie zadbał o to, aby dokładnie zaznaczyć liczby karczem należących do poszczególnych beneficjów kościelnych.

Kościół stosunkowo wcześnie starał się o odłączenie modlitwy od wypitki i dlatego w końcu XIII wieku legat papieski Filip zadbał o zakazanie plebanom łączenia posług duchownych z posługami szynkarskimi. Co prawda mało skutecznie, bo jeszcze w XV wieku ordynariusze diecezji włocławskiej musieli podejmować surowe zabiegi zmierzające do ukrócenia praktyki szynkowania piwa na plebaniach. Instytucja propinacji nie wiąże się jedynie z beneficjami kościelnymi — po prostu o nich mamy stosunkowo dobre wiadomości. Dokumenty kościelne stanowią najstarsze źródła wiedzy o naszej przeszłości. Z innych źródeł wiadomo jednak, że w końcu XV wieku szlachta, w toku walki o stanową emancypację i utrzymanie wolności ekonomicznych, osiągnęła przywilej wolności propinacyjnej. Przywilej ten postanawia:

„…panów dóbr i ich poddanych zachować w tej wolności, że wolno każdemu piwa i inne napoje skądkolwiek brać i sprowadzać oraz we wsiach i innych miejscach dzierżenia ich warzyć lub kazać warzyć… mieć je, szynkować i używać swobodnie bez wszelkiej obawy zakazu, zajęcia lub kary z strony króla lub starostów.”

Chociaż formalnie rzecz biorąc przywilej ten oznaczał jedynie wyłączenie kompetencji państwa w zakresie wytwarzania i szynkowania oraz handlu napojami alkoholowymi, w praktyce dominująca pozycja szlachty w strukturze społeczeństwa polskiego doprowadziła w efekcie do tego, że w XVII i XVIII wieku przywilej propinacyjny nabrał wyraźnych cech przywileju stanowego. Propinacja zatem oznaczała, że szlachcie w granicach dóbr ziemskich przysługuje monopol na sporządzanie i szynkowanie alkoholu we wszelkich postaciach. Z czasem ustaliły się praktyki rozpijające poddanych szlachcie chłopów, takie jak przymus propinacyjny, to jest obowiązek wykupienia z dworu szlacheckiego określonego kontyngentu piwa czy wódki, a także zwyczaj płacenia asygnatami do karczmy za rozmaite świadczenia chłopskie. Sytuacja taka trwała z większymi czy mniejszymi zmianami do schyłku pierwszej połowy XIX wieku.

Ekonomiczne korzyści płynące z przywileju propinacyjnego uzależnione były od ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju, ta zaś w sposób oczywisty zmieniała się szybko w burzliwych latach przełomu wieków XVIII i XIX. U schyłku wieku osiemnastego uciążliwe obowiązki wynikające z przymusu propinacyjnego były, zwłaszcza we wsiach dworskich, odczuwalne wprawdzie, ale jeszcze nie rujnujące, choć i w tym czasie sytuacja bywała różna.

Z tej dogodnej formy eksploatacji ekonomicznej chłopów korzystali w sposób nieumiarkowany przede wszystkim dzierżawcy różnego autoramentu, nastawieni na szybkie wyciągnięcie korzyści z dzierżawionych wiosek. Mniej dotkliwie odbijał się przymus propinacyjny na gospodarce chłopskiej w tych wsiach, które pozostawały pod bezpośrednim zarządem swych właścicieli. Szlachta zdawała sobie sprawę z tego, że rozpijanie chłopów na dłuższą metę obniża i jej dochody.

Na początku XIX wieku zaszły daleko idące zmiany. Zamknięcie szlaku eksportowego dla zboża prowadzącego przez Gdańsk zbiegło się z wprowadzeniem ulepszeń w technice gorzelniczej, co spowodowało znaczny wzrost produkcji wódki. Kryzys nadprodukcji zboża został wprawdzie w ten sposób częściowo zażegnany, ale też wzrosła znacznie podaż wódki, znajdującej zbyt między innymi dzięki ruchom wojsk i masowym wędrówkom ludności. Połowa lat czterdziestych to okres, w którym pijaństwo w Królestwie Polskim osiągnęło swoje apogeum. Spowodowane to było nadprodukcją wódki. Jej cena spadła do 1 grosza za kwaterkę, a zdarzało się, także, że płaciło się jedynie za wejście do karczmy, w której można było pić i siedzieć do woli (Frieske, Sobiech 1984).

W PRL—u natomiast rozpowszechniło się pijaństwo w zakładach pracy. Wpływało to negatywnie na morale pracownicze, sprzyjało brakoróbstwu, intrygom, drobnej przestępczości gospodarczej. Zaburzało prawidłowy przebieg adaptacji zawodowej młodych pracowników, zwiększało fluktuację kadr. Alkohol był również w pewnym stopniu skorelowany z tak poważną i dokuczliwą patologią społeczną, jak łapownictwo. Związek ten jest najbardziej widoczny w przypadku nie tyle wielkich czy średnich aferzystów, co drobnych łapówkarzy. Często spotykaną wśród nich motywacją brania łapówek była chęć posiadania dodatkowych środków na zakup alkoholu. Podobnie rzecz się miała z drobną przestępczością gospodarczą. Gros środków pochodzących z drobnych kradzieży w zakładach pracy przeznaczało się zwykle na zakup alkoholu. Rola alkoholu w korumpowaniu urzędników w najbardziej bezpośredni sposób uwidaczniała się w zachowaniu określanym potocznie jako „przeprowadzanie sprawy przez bufet”. Zwyczaj zapraszania na poczęstunek osób, które mogą coś załatwić, a nawet dawania alkoholu w prezencie w zamian za uzyskanie różnych świadczeń lub dostępu do pewnych dóbr, ma w Polsce wielowiekową tradycję. Adam Moszczeński, szambelan Stanisława Augusta, tak oto pisze o czasach saskich:

„[…] wszystkie najważniejsze interesa, tak publiczne jako i prywatne między świeckimi jako i duchownymi, robiły się przy kielichach […]. Kto umiał dobrze wypić, pewny był fortuny, przyjaciół, honoru.”

W ostatnim okresie, zwłaszcza w latach niedostatecznej podaży alkoholu, obserwujemy gwałtowne rozpowszechnienie się tego zwyczaju. Przekształcił się on w pewnego rodzaju instytucję. Niewiele było spraw, których nie udałoby się „przepchnąć przez bufet”; przy czym nie dotyczyło to tylko przysłowiowych hydraulików czy malarzy. W życiu zawodowym instytucja ta również odgrywała swoją rolę. Duża część społeczeństwa stwierdzała, że udało im się rozwiązać jakiś problem dotyczący pracy zawodowej przez „wypicie pewnej ilości alkoholu w czyimś towarzystwie”. W ten sposób własną sprawę korzystnie załatwiła. W przypadku 3,3% ogółu konsumentów wódki lub wina motywacją ostatniego picia było „załatwienie sprawy wymagającej wypicia kieliszka”. Często zwyczaj ten jawił się obu stronom interakcji jako przymus. Zarówno osoba, która chciała coś załatwić, jak i osoba, która tę sprawę miała załatwiać, nie mając specjalnej ochoty na alkohol, pija, gdyż uważała, że tego wymaga sytuacja, że tak trzeba. A. Kępiński (1972) określa tezo typu interakcję jako „alkoholizm przymusowy”.

Instytucja „załatwiania przez bufet” służyła nie tylko celom prywatnym. Niejednokrotnie ten sposób załatwiania deficytowych dóbr czy usług był realizowany również w interesie społecznym. Dla zaopatrzeniowca była to często jedyna skuteczna metoda zdobycia potrzebnych zakładowi surowców czy urządzeń. Dotyczło to także innych grup zawodowych. Oto co na temat pracy reporterów pisze S. Kozicki (1972): „Przyjeżdża reporter do nieznanej miejscowości. Obraca się w obcym środowisku, wśród po raz pierwszy w życiu widzianych ludzi. I od razu natrafia na zasadniczą trudność w przełamaniu tej obcości. Bo nawet jeśli reportera darzą ludzie sympatią, to w momencie rozmowy z nim zaczynają wygłaszać nie takie zdania i poglądy, które wyznają rzeczywiście, ale takie, które według nich […] reporter chciałby usłyszeć […] aż do chwili, kiedy nie padnie sakramentalne: «A może byśmy tak po jednym ?» Wtedy — dopiero wtedy! — «rozmówca» przemienia się w człowieka […]. I wtedy, dopiero wtedy! reporter dowiaduje się od niego nie tego, czego dowiedzieć się powinien; ale tego, co jest i jak jest naprawdę […]. Ciężkie, pełne samozaparcia jest […] reporterskie życie. Jak to się przy tym «piciu dla sprawy» namęczyć nieraz potrzeba”.

Szczególnym przykładem deformacji stosunków międzyludzkich związanej bezpośrednio z alkoholem było zjawisko określane najczęściej jako towarzyski przymus picia. Przejawiało się ono w trzech postaciach: jako presja społeczna do orzanizowania poczęstunku przy byle okazji, jako środowiskowy przymus picia i jako przymus nadużywania alkoholu.

W wielu środowiskach alkohol stał się symbolem uczestnictwa w życiu zbiorowym. W pewnych sytuacjach odmowa wypicia groziła jednostce znalezieniem się w pustce społecznej. Silna presja społeczna powodowała, że tylko nieliczni zdobywali się na jej łamanie. Badania reprezentatywne, przeprowadzone w 1976 r., wskazują, iż konformizm wobec tej normy stanowił w Polsce podstawową motywację picia (Janik, 1976). Presja społeczna przybierała niekiedy postać swoistego terroru moralnego, któremu byli poddawani niepijący. „Zmuszanie do picia było rytuałem, któremu poświęcało się wiele wysiłku; wytworzył się już cały język kunsztownych zachęt i perswazji; osoby trzeźwe posądzane były o chęć «szpiegowania» reszty towarzystwa, o zarozumialstwo i sytuowanie się poza kolektywem” (Radgowski, 1972).

Towarzyski przymus nadużywania alkoholu ma wielowiekową tradycję. Zwyczaj picia „jednakową miarą” pojawił się w Polsce już w połowie XVI w. a w okresie saskim stał się on już nie tylko przymusem towarzyskim, ale wręcz fizycznym:

„[…] kiedy sam (gospodarz) lubił pić i drugich poić, trudna rzecz była: wołano, krzyczano, dolewano i co tylko było sposobów, wszystkimi przymuszano do spełnienia, a jeszcze duszkiem. U niektórych panów lokaje, węgrzynkowie, chłopi mieli rozkaz raz na zawsze podczas uczty pilnować, kto nie wypił, aby mu dolać […]” (Kitowicz, 1951).

Towarzyski przymus picia w postaci, w jakiej istniał, był poważnym wynaturzeniem stosunków międzyludzkich, naruszał bowiem swobodę decydowania o swoim postępowaniu, łamał wolną wolę drugiego człowieka Jasiński, 1982).

Szkodliwy społecznie wpływ alkoholu. Alkohol wywiera szkodliwy wpływ zarówno w wypadku jednorazowego spożycia, ciągłego nadużywania, jak i przy uzależnieniu od alkoholu. Konsekwencje dotyczą nie tylko piącego, ale także jego rodziny, przyjaciół i znajomych oraz wszystkich innych osób, z którymi ma kontakt. Ponadto, wysokie są koszty naprawy negatywnych skutków ponoszone przez społeczeństwo. Oprócz wypadków na drogach, także inne rodzaje wypadków i nieszczęść związane są z piciem alkoholu, na przykład utonięcia, upadki i pożary. Alkohol może także zwiększyć uraz odniesiony w wyniku wypadku. Osoby z problemami alkoholowymi na ogół wymagają większej pomocy medycznej, bywają mniej wydajne w pracy niż te, które alkoholu nie nadużywają, jest ich także więcej wśród kryminalistów i samobójców. Negatywny wpływ, jaki powyższe problemy związane z alkoholem wywierają na jakość życia społeczeństwa, odnosi się także do kosztów ekonomicznych („Alkohol a zdrowie” 1992).

opracował mgr Łukasz Gawroński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *